Pracownia Natalii Rybki

Małopolski Instytut Kultury w Krakowie Z Natalią Rybką rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec A.J.M.: Masz pracownię w starej, zabytkowej (...)

Z Natalią Rybką rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec

A.J.M.: Masz pracownię w starej, zabytkowej kamienicy w centrum Katowic. Jak udało Ci się znaleźć to miejsce do pracy?

N.R.: Zgadza się. Pracownia znajduje się w jednej ze stuletnich kamienic, które są bardzo charakterystyczne dla centrum Katowic. Znaleźliśmy ją z mężem dosyć przypadkowo podczas szukania miejsca na nową pracownię. A stało się to w dniu oglądania innych miejsc – podczas spaceru z punktu A do B natrafiliśmy na baner z numerem telefonu i w zasadzie po jej obejrzeniu byliśmy zdecydowani.

A.J.M.: Jak oceniasz panujące w niej warunki, to miejsce doskonałe do pracy czy raczej wiele mu brakuje, by móc ją nazwać pracownią idealną?

N.R.: Pracuje się całkiem dobrze, jednak ze względu na ograniczone działania wewnątrz nie do końca mogę traktować ją jako swoją przestrzeń. Pracownia jest własnością osoby prywatnej i nie mam możliwości „ingerowania w ściany”, tzn. nie mogę wbijać gwoździ ani nic wkręcać, a w konsekwencji- zawiesić niczego na ścianach i uczynić tego miejsca bardziej prywatnym, własnym. Wymarzona pracownia jest nadal w fazie poszukiwania 🙂.

A.J.M.: Czy to Twoja pierwsza pracownia? Gdzie wcześniej tworzyłaś swoje prace?

N.R.: Trzecia. Pierwsza była miejscem z tradycjami pracownianymi, przez którą przewinęły się różne akademickie osobistości. Niestety pracownia zmieniła charakter na typowo mieszkaniowy i wraz z koleżankami i kolegami artystami byliśmy zmuszeni ją opuścić, a tym samym zamykaliśmy jej historię. Kolejnym miejscem również była pracownia o krótszym stażu, a dzisiaj jestem w dawnym biurze prawniczym.

A.J.M.: Czy przestrzeń, w której pracujesz, ma wpływ na Twoje działania artystyczne?

N.R.: Wydaje mi się, że ta przestrzeń nie ma na mnie bezpośredniego wpływu. Być może również dlatego, że nie czuje się tam w 100% jak u siebie.

A.J.M.: Jak wygląda Twój typowy dzień w pracowni?

N.R.: Mój dzień roboczy jest bardzo klasyczny. Dzięki temu, że mieszkam niemalże obok, z domu zawsze zabieram rano kawę, idę do pracowni, zakładam ubrania do malowania, czytam wieści ze świata, następnie włączam coś do słuchania, np. podcast, książkę, jakiś wykład lub debatę, i zabieram się do malowania. Jako że moje malarstwo jest czasochłonne, projekty najczęściej przygotowuję w domu wieczorami, a w samej pracowni zajmuje się już tylko malowaniem. Oczywiście pomysły przychodzą również w trakcie pracy, ale ponieważ ze względu na rodzinę mam ograniczony czas w ciągu dnia, poświęcam ten czas na malowanie, z kolei wieczory sprzyjają analizowaniu tego, co wpadło do głowy w ciągu dnia.

A.J.M.: Czy możesz podzielić się swoją metodą pracy, krótko mówiąc: jak powstają Twoje obrazy?

N.R.: W moim przypadku obraz powstaje etapami. Zaczynam od podmalówki, którą muszę przygotować kilka dni wcześniej, aby zdążyła wyschnąć, następnie robię wstępny szkic i kompozycję obrazu, potem wypełniam przestrzeń poszczególnymi elementami, aż docieram do etapu końcowego, gdzie dokładnie wymalowuję wyznaczone detale na obrazie.

A.J.M.: Najchętniej wypowiadasz się w malarstwie (nie tylko dlatego, że jesteś absolwentką tego kierunku). Co najbardziej pociąga Cię w tym medium?

N.R.: Nie wiem, czy potrafię to jasno zdefiniować. Ta forma wypowiedzi jest mi po prostu najbliższa, najbardziej i najlepiej ją czuję, jest dla mnie całkowicie naturalna jako medium. Trochę jak mowa czy gestykulacja. Być może również dlatego, że zostawia duże pole do eksperymentu, nie ma określonych ram. Można zatrzymać w niej wiele momentów, skojarzeń, myśli, emocji, ulotności i historii. Obraz jest mocno wpisany w psychikę człowieka. Obok zapachów i odczuć często bardzo wyraziście zachowują się w nas obrazy z przeszłości, czy te pozytywne, czy negatywne, nie da się ich wyprzeć. Mam poczucie dużej organiczności i wyrażalności w malarstwie.

A.J.M.: Jak podkreślasz, każdy Twój obraz jest wyznaniem wiary w Boga osobowego oraz afirmacji natury jako Jego emanacji. W dzisiejszych czasach takie wyznanie jest aktem odwagi, jest deklaracją całkowicie różną od poglądów wyrażanych czy podzielanych przez środowisko artystyczne…?

N.R.: Rzeczywiście temat Boga i wiary szczególnie w zachodnio i europejsko ukształtowanych umysłach wydaje się jakimś odchyleniem od normy. W środowisku artystycznym bardzo mocno daje się to odczuć. Dla mnie to nie tylko temat do opowiadania, nie snuję historii ani opowieści. Jest to część mnie, mojego życia, coś, co wpływa na moje działanie. Dzisiaj dużo bardziej kieruję się w stronę zadawania pytań i szukania odpowiedzi, otwierania pola do dyskusji, a nie stawiania gotowych tez. Uważam, że temat relacji Boga i człowieka jest bardzo złożony, trudny, ale również bardzo potrzebny. Chyba wynika też z pierwotnej potrzeby człowieka, żeby znaleźć odpowiedź, która jest tak bardzo nieoczywista. Na wiele pytań dzisiaj nie mam odpowiedzi. Nikt z nas nie ma. Jezus daje mi poczucie sensu w życiu i sensu życia i wiem, że mi towarzyszy, choć może to brzmieć dość abstrakcyjnie.

A.J.M.: Twoje cykle malarskie: „O dążeniu do doskonałości”, „Nowe ikony”, „Projekt Apostoł” stanowią próbę wyrażenia przez Ciebie sacrum w sztuce współczesnej. Czy uważasz, że istnieje dobra współczesna sztuka „religijna”?

N.R.: Jednym z najmocniejszych artystów, którzy według mnie robią dobrą sztukę „religijną”, jest na pewno Andres Serrano z fotografią Piss Christ i innymi dziełami w tematyce religijnej. Z polskich artystek jest to Ola Tubielewicz, Alisa Marchenko czy Borys Fiodorowicz. Każde z nas próbuje rzucać nowe światło na tradycyjne, skostniałe rozumienie wiary czy religii, a może nowe definiowanie tych praktyk lub zupełne ich odczarowanie i dekonstrukcję sztywnej formy. Wydaje mi się, że dużo łatwiej odrzucić coś, co zostało nam narzucone w nienaruszalnej, świętej formie, niż nawiązać dialog i spróbować sobie zadać pytanie raz jeszcze lub na nowo zdefiniować temat wiary. Albo więcej, zamiast definiować ją kolejny raz po prostu jej doświadczyć.

A.J.M.: Wiem, że cenisz dawne malarstwo, przyznajesz się do fascynacji akademickim malarzem Henrykiem Siemiradzkim, namalowałaś obraz inspirowany Ofelią Johna Everetta Millais’a, a nawet wzięłaś na warsztat Damę z łasiczką Leonarda da Vinci. Jak wyglądają Twoje „romanse” z dawnymi mistrzami? Czego szukasz w ich twórczości?

N.R.: Lubię sięgać do historii, ponieważ ona głównie opowiada o losach ludzkości i tym, kim jest człowiek lub kim może się stać. Patrząc z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że człowiek w zasadzie się nie zmienił i tematy podejmowane w przeszłości są wciąż aktualne. Z literaturą jest podobnie. Są w niej zawarte jakieś uniwersalne prawdy o człowieku i świecie, dlatego dzieła sprzed wieku są dzisiaj wciąż tak samo żywe. Z innych aspektów, czysto wizualnych – dawne malarstwo po prostu mnie zachwyca. I to nie tylko XIX-wieczne, lubię artystów różnych okresów takich jak Bruegel, Vermeer, Botticelli. Ale również współczesne jak Dalí, Lucian Freud, Mark Rothko, Łempicka, tak dzisiaj popularna, czy fascynujący Fangor.

A.J.M.: Niektórzy z krytyków zajmujących się Twoją twórczością używają na jej określenie terminu „realizm magiczny”. Czy zgadzasz się z takimi opiniami? Czy takie „etykiety” mają Twoim zdaniem sens?

N.R.: Nie jestem przekonana, czy moje malarstwo wpisuje się w nurt realizmu magicznego. Czegoś mu jednak moim zdaniem brakuje, patrząc na obrazy, które ewidentnie taki styl reprezentują. Nie ma to dla mnie większego znaczenia. Rozumiem, że lubimy posiłkować się określeniami i nazywaniem rzeczy lub wkładaniem je w jakieś formy. Jak bardzo się chce, można to przypisać do czegoś, co funkcjonuje, natomiast nie ma to wpływu na moje działania artystyczne.

A.J.M.: Zajmujesz się też scenografią. Czy mogłabyś opowiedzieć o dotychczas zrealizowanych projektach?

N.R.: To dla mnie temat zamknięty i nie lubię do niego wracać. Scenografię już dawno porzuciłam i niestety nie mam tutaj nic do zaoferowania, chociaż bardzo ją lubię i podziwiam.

A.J.M.: Na zakończenie naszej rozmowy chciałabym Cię zapytać o plany na przyszłość.

N.R.: Jeśli chodzi o plany na przyszłość, w przyszłym roku biorę udział w projekcie „Damy z łasiczką”. Będzie to zbiorowa wystawa artystów z Polski, gdzie każdy miał zmierzyć się z przedstawieniem Damy w swojej konwencji malarskiej. W tym roku rozpoczęłam współpracę z marszandką Katarzyną Rij, z którą przygotowujemy moją indywidualną wystawę na jesień 2023 roku w Galerii van Rij w Ćmielowie. Wraz z galerią po raz pierwszy mogłam zaprezentować obrazy na międzynarodowych targach sztuki we Frankfurcie, a w ostatni weekend tego roku będzie można zobaczyć kilka moich prac na warszawskich targach.

A.J.M.: Dziękuję za rozmowę.