pracownia Natalii Załuskiej

Małopolski Instytut Kultury w Krakowie Z Natalią Załuską o jej krakowskiej i warszawskiej pracowni rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec (...)

Z Natalią Załuską o jej krakowskiej i warszawskiej pracowni rozmawia Agnieszka Jankowska-Marzec

A.J.M.: Jakimi kryteriami kierujesz się, poszukując pracowni do pracy? Miejsce, w którym się znajdujemy, przypomina mi pracownię dizajnerską, kolorystyka (z przewagą szarości, czerni, bieli), motywy geometryczne (szachownica na podłodze) zdają się doskonale korespondować z estetyką Twoich prac. To przypadek czy świadomy wybór?

N.Z.: Szukając pracowni, staram się znaleźć przestrzeń jasną, pełną światła i słońca. To dla mnie bardzo ważne, ponieważ lubię pracować przy świetle dziennym. Jest też zaletą, kiedy pracownia ma logiczny i regularny układ pomieszczeń, bez wąskich i ciemnych korytarzy lub skosów. W krakowskiej pracowni w Nowej Hucie miałam bardzo dużą przestrzeń i wiele miejsca do pracy, to był prawdziwy luksus. Muszę przyznać, że wtedy szukałam celowo pracowni na poziomie ulicy, żeby ułatwić transporty swoich prac, które są zwykle ciężkie i równocześnie bardzo delikatne. Dodatkowo podobało mi się otoczenie pracowni, duże, szerokie aleje, stare drzewa, nieco utopijny układ urbanistyczny miasta idealnego. Niektóre elementy samego wnętrza były zupełnie niepowtarzalne – jak na przykład wspomniana szachownica na podłodze. To wszystko sprawiało, że bardzo dobrze się czułam w tym miejscu, chętnie spędzałam w nim czas i pracowałam. Sam lokal w przeszłości funkcjonował  jako sklep spożywczy, następnie zakład pogrzebowy oraz sklep z zabawkami. Wprowadzając się odziedziczyłam po poprzednich lokatorach niektóre meble i przedmioty, na szybach prześwitywały jeszcze stare napisy: „usługi pogrzebowe“ oraz „zabawki.pl“.

Moja obecna, warszawska pracownia jest bardzo jasna, ma piękne, stare, duże okna, sztukaterie, ciekawe detale architektoniczne i klimat podobny do krakowskiej. W tym lokalu mieściła się wcześniej wypożyczalnia kaset wideo, następnie stal on przez wiele lat pusty, do momentu, kiedy miasto zdecydowało się przeprowadzić remont i przeznaczyć go na pracownie dla artysty.

A.J.M.: Czym dla Ciebie jest pracownia? To artystyczne „sanktuarium”, refugium, a może miejsce życia towarzyskiego lub działań twórczych o charakterze kolektywnym?

N.Z.: Współpracuję z kilkoma galeriami, często jeden termin goni drugi, trudno w tej sytuacji sprawić, żeby moja pracownia stała się częścią życia towarzyskiego, czy wykorzystywać ją do innych działań, na przykład wystaw zaprzyjaźnionych artystów. Praca nad przygotowaniem wystawy lub większego projektu bardzo absorbuje, w takich momentach sama mam ochotę nabrać dystansu, wyjść, kiedy czuję, że wyczerpałam wszystkie swoje zadania na dany dzień. Ten dystans, rozgraniczenie jest mi bardzo potrzebne. Dzięki temu szybko nabieram sił oraz energii do dalszej pracy, chętnie wracam, żeby dokończyć zaczęte obrazy. Często witam gości w ramach zawodowych obowiązków, zapraszam też raz na jakiś czas przyjaciół i znajomych. Inną kwestią jest to, że lubię pracować samodzielnie. Od zakończenia studiów nigdy z nikim nie dzieliłam pracowni, zawsze miałam indywidualną przestrzeń. Wszystkie wiedeńskie pracownie dawały mi poczucie spokoju i koncentracji – podobnie jak moja pracownia w Krakowie i obecna w Warszawie. Każda z tych przestrzeni była ciekawa oraz inspirująca, w każdej z nich spędzałam dużo czasu.

A.J.M.: Jakie prace wiszą u Ciebie na ścianie w pracowni? Tylko własne, czy może lubisz otaczać się pracami od zaprzyjaźnionych artystów? A może pasjonuje Cię kolekcjonowanie?

N.Z.: Posiadam niedużą kolekcję prac innych artystów, którą mam w mieszkaniu. W pracowni potrzebuję raczej miejsca na własne rzeczy.

A.J.M.: Czy masz jakieś rytuały pracowniane, związane z porządkiem pracy, np. najpierw kawa, potem czyszczenie pędzli i tak dalej? Pracujesz w ciszy, a może słuchasz muzyki podczas malowania?

N.Z.: Są pewne nawyki, które towarzyszą mi w pracy. Przychodzę zwykle przed południem, oceniam, co jest w danej chwili najważniejsze, od czego chciałabym zacząć swój dzień. Czasem uparcie słucham jednej i tej samej płyty (wiele razy dziennie, przez wiele dni pod rząd), której nie jestem w stanie później słuchać poza pracownią. Lubię, kiedy przy pracy towarzyszy mi muzyka, mimo to zdarzają się też dni, kiedy pracuję w kompletnej ciszy. Czas spędzony w pracowni kształtuje się bardzo różnie w zależności od tego, co mam w planie. Raz jestem w stanie pracować długo i intensywnie, nawet po kilkanaście godzin, innym razem przychodzę dosłownie na dwie, trzy godziny. Zawsze staram się zacząć od rzeczy najważniejszych lub najtrudniejszych, sprzątanie, porządkowanie czy wszelakie prace przygotowawcze zostawiam zwykle na koniec dnia. Po dłuższej nieobecności często potrzebuję kilku dni, żeby na nowo oswoić się z pracownią. Wtedy krzątam się, robię większe porządki, wyciągam przedmioty zapomniane lub zakurzone. Wbrew pozorom jest to ważny i wartościowy czas, potrzebny mi do wejścia na nowo w rytm pracy.

A.J.M.: Jesteś malarką, więc zadam dość banalne pytanie – czym dla Ciebie jest to medium? Czy „wypracowałaś” sobie jakąś stałą metodę pracy? Korzystasz z fotografii, wykonujesz szkice przygotowawcze czy może malujesz od razu na płótnie?

N.Z.: Pod koniec studiów w Wiedniu zaczęłam wykorzystywać karton passe-partout do tworzenia przestrzennych struktur na płaszczyźnie obrazu. Chciałam poszerzyć swoją definicję malarstwa i samej pracy. Karton dawał mi zaskakująco dużą swobodę działania oraz eksperymentowania. Zaczęłam go docinać, formować, nadawać mu różne kształty i kolory. Fascynowało mnie, że moje prace stają się ciężkie, przestrzenne, że pojawia się w nich dodatkowy wymiar, cień, miejsca załamania światła, gra między powierzchniami o zróżnicowanej grubości. To, czym się zajmuję jako artystka, wywodzi się z moich fascynacji przestrzenią. Lubię, gdy prace wchodzą w dialog z otoczeniem – na przykład kiedy w czarnych, lśniących obrazach można znaleźć odbicie otaczających je kształtów i kolorów lub gdy w zależności od natężenia światła uwydatniają się albo giną w nich różne niuanse. Niezależnie od tego, że często pracuję z kartonem, uważam moje prace za malarskie. Chętnie sięgam też do innych technik. W ostatnim czasie powstało dużo prac na papierze, prac na płótnie, w 2018 roku zrobiłam wystawę, na której pokazałam neony. Zawsze staram się dobrze przygotować i przemyśleć kolejne etapy. Kiedy powstaje większa grupa obrazów, oceniam, co jest najważniejsze, jaka powinna być relacja tych prac do poprzednich. Mimo to bardzo rzadko robię szkice przygotowawcze. Lubię zaczynać nowe prace, posługując się planem, jaki mam w głowie – wolę poświęcić więcej czasu na obserwacje oraz analizę samego procesu niż na jego przygotowanie w formie wstępnych szkiców.

Raz na jakiś czas robię serie zdjęć, są one dodatkowym materiałem, który mogę wykorzystać jako rodzaj inspiracji, dla porównania, przypomnienia sobie, co działo się wcześniej. Zdjęcia powstają zwykle podczas moich rezydencji, czasem też fotografuję w pracowni. Od lat dokumentuję różne etapy swojej pracy i chętnie wracam do tego materiału nawet po upływie dłuższego czasu.

A.J.M.: Urodziłaś się w Krakowie, pracowałaś przez długi czas w swoim rodzinnym mieście, ale na studia artystyczne wybrałaś Wiedeń…

N.Z.: Wiedeń znałam bardzo dobrze na długo przed podjęciem studiów na akademii. Spędziłam tam wiele czasu, również mieszkając przez rok podczas studiów na uniwersytecie. Poznałam wówczas dobrze to miasto i zdecydowałam, że chciałabym studiować na tamtejszej uczelni. Z Wiedniem czuję się w dalszym ciągu związana poprzez studia, Galerię Christine König, z którą już od lat współpracuję, liczne wystawy i projekty. Staram się tam być tak często, jak tylko jest to możliwe.

A.J.M.: Jesteś nie tylko malarką, ale też historyczką sztuki; to pomaga w pracy czy jest raczej przeszkodą?

N.Z.: Pamiętam dobrze czas, kiedy studiowałam historię sztuki. Poznałam wtedy wiele ciekawych osób, zawiązałam znajomości i przyjaźnie, które trwają do dzisiaj. Myślę, że gdybym miała możliwość jeszcze raz wybrać kierunek, postąpiłabym dokładnie tak samo. Te studia poszerzyły moje zrozumienie sztuki różnych epok, były dla mnie ważnym doświadczeniem. Znam też artystów, którzy studiowali historię sztuki lub inne humanistyczne kierunki i nigdy nie spotkałam się z opinią, że jest to utrudnienie we własnych działaniach twórczych, ja też takiej opinii nie podzielam.

A.J.M.: Krytycy sztuki widzą w Tobie spadkobierczynię klasyków minimalizmu, niektórzy wymienią także rodzime nazwiska Edwarda Krasińskiego czy Jarosława Flicińskiego jako pokrewnych artystów. Czy zgodziłabyś się z tą oceną?

N.Z.: To, czy zgadzam się z daną opinią, jest zależne od jej kontekstu, tego kiedy i w jakich okolicznościach powstała. Od czasu, kiedy miałam pierwsze wystawy, minęło kilka lat, pewne wątki mogą nie być już tak bardzo aktualne, inne może jeszcze nie zostały odpowiednio zauważone i rozwinięte. Niemniej, nie jest dla mnie dużym zaskoczeniem, jeżeli niektóre moje obrazy nasuwają skojarzenia z minimalizmem. W mojej pracowni cały czas powstają obrazy o przewadze elementów geometrycznych, podstawowych kształtach, zawężonej gamie barwnej, gdzie dominującym elementem są dwie lub trzy gładkie płaszczyzny. Ta grupa prac opiera się na ogromnej redukcji środków wyrazu, wyrasta z ducha minimalizmu. Twórczość Edwarda Krasińskiego czy Jarosława Flicińskiego bardzo cenię, o tych artystach wspomina Thomas Miessgang w tekście towarzyszącym jednej z moich pierwszych wystaw w Wiedniu.

A.J.M.: Czym się inspirujesz? Czy doświadczenia biograficzne mają wpływ na Twoją twórczość?

N.Z.: Inspiracje potrafię znaleźć w samej pracowni, w procesie pracy. W wielu pracach pojawiają się wątki, które rozwijałam na szerszą skalę w kolejnych działaniach. Inspiracje potrafię też czerpać ze swojego otoczenia, podróży. Te doświadczenia są bardzo różne: będąc na rezydencjach w Paryżu czy Nowym Jorku, czułam wpływ samej energii tych miast, niesamowitych zbiorów sztuki z tamtejszych muzeów oraz instytucji. Inne doświadczenie przywiozłam na przykład z Norwegii, gdzie spędziłam miesiąc w małym miasteczku w jednym z fiordów. Dominowała tam cisza, pustka i niesamowity krajobraz. Podczas wyjazdów rezydencyjnych pracuję zwykle z innymi, dużo lżejszymi materiałami. Wracając z nich, staram się przywieźć ze sobą wiele szkiców, zdjęć i wspomnień – też po to, żeby sięgnąć ponownie do tego materiału po wielu miesiącach czy latach. Niektóre z nich stanowiły bardzo bezpośrednią inspirację. W 2018 roku w mojej warszawskiej galerii Le Guern zrealizowałam całą wystawę w oparciu o zdjęcia dzikiego ogrodu, które powstały podczas rezydencji w Andratx kilka lat wcześniej. Wyjazdy i rezydencje wpisują się też w moje życie – w tym kontekście mogę powiedzieć, że doświadczenia biograficzne wpływają na twórczość. Wybór miejsc, do których jadę, nie jest przypadkowy, zwykle kryje się za nim jakaś fascynacja daną kulturą i obszarem. Decyzja o podjęciu studiów w Wiedniu miała duży wpływ na rozwój moich prac, również na mnie oraz na moją codzienność.

A.J.M.: Czy postrzegasz swoją sztukę jako część jakiegoś kierunku? Kilka lat temu w Polsce krytycy okrzyknęli część młodego pokolenia artystów nowymi formalistami, sytuując także Twoją twórczość w tym nurcie…

N.Z.: To, co robię jako artystka, cały czas rozwija się, ewoluuje oraz zmienia razem ze mną. Moje malarstwo poszerzam o nowe wątki, czasem podejmuję działania o bardzo różnym charakterze. Choćby z tego powodu nie postrzegam swojej twórczości jako wpisanej w określony nurt. Zjawiska czy kierunki w sztuce, które są mi bliskie, artyści, których twórczość wyjątkowo cenię, stanowią raczej moją inspirację, punkt wyjścia do własnych działań.

A.J.M.: Chciałabyś mieć wystawę z konkretnymi artystami? A może najważniejsze są dla Ciebie pokazy indywidualne?

N.Z.: Uważam, że zarówno wystawy grupowe, jak i indywidualne są tak samo ważne. Wystawy indywidualne dają możliwość bardzo dobrego wglądu w dany etap twórczości artysty, mogą stanowić rodzaj podsumowania dotychczasowego dorobku. Zaletą wystaw grupowych jest między innymi to, że stwarzają kontekst dla twórczości artysty. Do tej pory brałam udział w bardzo różnych wystawach grupowych: z bardzo cenionymi, rozpoznawalnymi artystami lub na odwrót – z młodymi, stosunkowo mało znanymi. Każda z tych wystaw była ważna i każda była dobrym doświadczeniem. Moim zdaniem funkcjonowanie na rynku oraz w obiegu sztuki to nie jest koncert życzeń ani spełnianie ukrytych ambicji. Jeżeli jest ciekawa propozycja współpracy, to bardzo chętnie się jej podejmuję.

A.J.M.: Przeprowadziłaś się do Warszawy, masz już może „upatrzone” nowe miejsce do pracy? Co skłoniło Cię do podjęcia tej decyzji, którą podejmuje coraz więcej młodych artystów, skuszonych najprężniej działającym w naszym kraju rynkiem sztuki w stolicy?

N.Z.: W Warszawie mieszkam od kwietnia bieżącego roku. Mam ładną pracownię, która znajduje się niedaleko mojego mieszkania. Mam tutaj wielu znajomych oraz przyjaciół – zaprzyjaźnionych artystów, ale też osoby, które nie są związane zawodowo ze sztuką i pracują w różnych dziedzinach, więc to był na pewno jeden z powodów skłaniających do przeprowadzki. Warszawa jest też bardzo różnorodnym miejscem, są tutaj galerie oraz instytucje sztuki, mieszka wielu artystów, prawie w każdym tygodniu jest jakiś wernisaż albo spotkanie w ramach bieżących wystaw. To sprawia, że jest dobra atmosfera, dzieje się wiele ciekawych rzeczy. Dodatkowy atut – z Warszawy mogę szybko dostać się do Berlina czy Wiednia. Bardzo cenię bezpośredni kontakt z galeriami oraz osobami, z którymi współpracuję, i staram się regularnie je odwiedzać. Funkcjonowanie na rynku sztuki jest ważnym aspektem pracy artysty. W Warszawie znajduje się jedna z moich galerii, a fakt, że jestem blisko, bardzo ułatwia naszą współpracę.

Podsumowując, cieszę się, że mam tę decyzję oraz samą przeprowadzkę już za sobą, że mogę teraz skoncentrować się na kolejnych planach, marzeniach i pomysłach.

A.J.M.: No właśnie, czy mogłabyś uchylić rąbka tajemnicy – nad czym obecnie pracujesz?

N.Z.: Moje prace stają się w ostatnim czasie bardziej malarskie. Jest w nich trochę większa dynamika, w niektórych widać wyraźne pociągnięcia pędzla, gest, a nawet kolor.

Obecnie przygotowuję dwie wystawy, jedna z nich będzie prezentowana w Galerie Klüser w Monachium, będzie to moja trzecia wystawa solowa w tej galerii, druga trafi do Munich Re. Obydwa wernisaże są zaplanowane na jesień bieżącego roku, czasu do przygotowań pozostaje stosunkowo niewiele. Biorę też udział w kilku wystawach grupowych, między innymi Realitätscheck w Kunstraum Potsdam oraz Hommage à Otto Freundlich w Bałtyckiej Galerii Sztuki Współczesnej w Słupsku.

A.J.M.: Dziękuję za rozmowę.

 
https://www.nataliazaluska.com/

https://www.leguern.pl/artysci/Natalia-Zaluska/

https://www.christinekoeniggalerie.com/

http://jochenhempel.com/

https://www.galerieklueser.de/